Hi guys, here are the last news

 last update:  Aug 26th 2018 12:14 pm CEST
 location:   Krakow, Poland
     next:   Paris, France
 last picture:  Rovinj, Croatia
 last article:  language.pl Geologiczno-sportowa przygoda w Wielkim Kanionie Kolorado


Follow us on social media to stay up to date

 

Blog

Angkor Wat - splendor upadłej cywilizacji

DSC02745.jpg
Legenda głosi, że nazwa Siem Reap tłumaczy się jako "Klęska Siamu" i została nadana prowincji przez króla Ang Chan w XVI w., na pamiątkę zwycięskiej bitwy Khmerów nad armią Siamską. Dziś jest to również nazwa miasta mieszczącego się nieopodal sławnego kompleksu Angkor. Jest to baza wypadowa i centrum turystyczne dla zwiedzających tę okolicę.


angkor6.jpg

Kompleks Angkor wpisany jest na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO i jest uważany za największe miasto na świecie, w okresie sprzed rewolucji przemysłowej. Miało ono powstać w 802 z inicjatywy samozwańczego króla Dżajawarmana II. Trzeba mu przyznać, iż lokalizację wybrał świetną: trzy okliczne rzeki dostarczały wystarczjąco wody, aby obfite zbiory mogły mieć miejsca przez cały rok. Angkor, czyli "stolica" lub "święte miasto" rozrastało się, a razem z nim imperium Khmerów. Szacuje się, że mogło w nim mieszkać nawet milion mieszkańców. Pewnie nie imponuje to mieszkańcom Warszawy, Londynu czy Meksyku. Ale na tamte czasy to musiało być coś niezwykłego. Rozrastająca się metropolia, sprzyjała rozwojowi kultury, nauki i duchowości, stąd do dziś przetrwały fenomenalne świątynie (źródło: Angkor - upadek wielkiej metropolii ).


detail3.jpg

Przyciągają one rocznie ponad milion turystów, co nie dziwi, bo jest na co patrzeć. Co również nie powinno dziwić, to fakt, iż Siem Reap i kompleks Angkor są zatłoczone. Hotele zaczęły tu funkcjonować prężnie już w XIX wieku, a po zabójczym reżimie Pol Pota, i odrestaurowaniu królestwa, turystyka jest dziś drugim największym źródłem przychodu kraju. Można to szybko zaobserwować, gdyż Siem Reap to jeden wielki hostel, bar i restauracja w jednym. Na ulicach mówi się głównie po angielsku, a lokalna waluta to … dolar amerykański. Trzeba przyznać lokalnej społeczności, że głowę mają na karku. Zamiast się rozdrabniać w ich rodzimych Rielach, wszystko zaokrąglają do dolara.

angkor2.jpg

Na stacji autobusowej będzie na was czekać cała kolejka tuktuków, którzy z dziką chęcią zawiozą was do hotelu, będą się wręcz o was bili. A jeśli nie masz jeszcze zarezerwowanego hotelu, nie bój żaby, kierowca tuktuka i przewodnik w jednym wie wszystko. Można sobie takiego kierowcę-przewodnika zamówić na dzień, dwa lub tydzień, niczym prywatnego szofera. Legenda głosi, że niektórzy są fenomenalni i znają niezły kawałek historii, opowiadają z pasją i zainteresowaniem o detalach świątyń w Angor. Nam się taki nie trafił. Popędziliśmy więc od razu wynająć skuter. Ale jeszcze tego samego dnia, zawiózł nas do kasy biletowej Kompleksu. Po co?

angkor3.jpg

Gdzie i jakie bilety kupić?

Biletów do kompleksu Angkor, bowiem nie można kupić z wyprzedzeniem. Można je natomiast kupić po 17.00 na następny dzień, a tego wieczoru skorzystać jeszcze z widoków zachodzącego nad świątyniami słońca. Tak też uczyniliśmy i choć zdjęcia wyszły całkiem ładne, ja byłam wściekła jak osa. Pan kierowca tuktuka obiecał nam niebo i ziemię, piękne widoki, zachodzące słońce odbijające się w tafli stawu… tymczasem znaleźliśmy się nad jakąś zrujnowaną, na wpół wyschniętą sadzawką. Z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę, że sama końcówka pory suchej nie działała koniecznie na naszą korzyść, a dużą część niespodzianki popsuły mi też wyfotoszopowane zdjęcia z Instagrama. O tym jak rzeczywistość się zderza z oczekiwaniami jeszcze napiszę.

angkor7.jpg

Bilety kupiliśmy na jeden dzień. Ale można też je kupić na 3 dni, a nawet na cały tydzień. Naszym zdaniem jeden dzień wystarczy z powodzeniem, ponieważ bo zachłyśnięciu się pierwszymi pięcioma świątyniami, reszta wydaje się już taka sama. Ale są pasjonaci, którzy spędzają w Angkor 3 dni, obchodząc i fotografując każdy kamień z pięciu stron i nie mają dość! Ja nie oceniam! Wszak Maurice Glaize, jeden z czołowych badaczy Angkoru, powiedział :
"There is only one way to best view Angkor - without unnecessary stress and with some benefit - and that is to allow at least a week, and to visit within reason two or three temples per day maximum."

angkor5.jpg

Jak się poruszać po Angkor?

Ruiny można zwiedzać na wiele sposób, ale nie na pieszo. Kompleks jest ogromny, a i poszczególne ruiny mogą być od siebie oddalone nawet o kilka kilometrów. Kolejną opcją, zdecydowanie najtańszą, jest wynajęcie roweru. Należy tu jednak wziąć pod uwagę, znów, odległości oraz temperaturę. Gorące i wilgotne 30 stopni oraz dosyć mocne słońce potrafią szybko zmęczyć, a wśród ruin o cień nie tak łatwo. Zwiedzanie Angkoru może szybko przemienić się w konkurs pt. "Kto więcej litrów potu wypoci?". Kolejną opcją jest wspomniany już tuktuk. Jest to zdecydowanie najwygodniejszy wariant. Siedzisz sobie niczym Pan/i hrabia/ina, wachlujesz się tanim wachlarzykiem, kupionym za 1 dollar kupionym w lokalnym sklepie i podziwiasz widoki. Obwożenie turystów po ruinach jest głównym męskim zajęciem w Siem Reap. Tuktuków jest Ci tam pod dostatkiem, a ci najlepsi znają się jeszcze na sztuce i historii, opowiedzą kilka słów o każdej świątyni. Wybiorą oczywiście te najciekawsze, bo nie wszystkie warte są zatrzymania.

moto.jpg

My wybraliśmy trzecią alternatywę, a mianowicie wynajem skutera. Na rower jesteśmy za leniwi, lubimy niezależność, a pierwszy tuktukowiec nadużył naszego zaufania. Prawdopodobnie przegapiliśmy kilka perełek i nie doceniliśmy kunsztu kilku świątyń, ale przecież nie wszystko można mieć. Bo mieliśmy za to pełną swobodę i dowolę w zwiedzaniu, mogliśmy zatrzymać się na dłużej tam gdzie nam się podobało i uciec jak nam się nudziło.

Co zwiedzać i w jakieś kolejności?

Jeśli zdecydujecie się zwiedzać samodzielnie, a być może będziecie chcieli szepnąć słówko swojemu kierowcy, powiadam wam: warto iść pod prąd. Oczywiście pobudka o 4 rano na fenomenalny wschód słońca wydaje mi się obowiązkowa. Aczkolwiek nie wiem czy warto pchać się do środka Angkor Wat aby mieć to instagramowe zdjęcie, o którym wszyscy marzą. My zdecydowaliśmy się stanąć poza murami, nad fosą dookoła budowli i stamtąd podziwiać wschód słońca. Było tak jak sobie wymarzyłam: pięknie, spokojnie i intymnie. Patrząc na hordy próbujące się przecisnąć przez most aby dołączyć do tłumu wewnątrz świątyni, ogarniała mnie ulga, że ja nie muszę przez to przechodzić. Naszym priorytetem zawsze były doświadczenia, a nie zdjęcia. W związku z tym przeżyliśmy fantastyczny wschód słońca, a w bonusie mamy też … niczego sobie zdjęcia.

angkor4.jpg

Jak się domyślacie, skoro te hordy już się wpakowały do tej głównej, największej i najpiękniejszej świątyni, będą ją chciały od razu zwiedzić. Powodzenia! My tymczasem, czmychnęliśmy bokiem do, naszym zdaniem, najpiękniejszej świątyni, czyli Bayonne. Co nas tam zastało? Cisza, spokój, cudowne pomarańczowe promienie wschodzącego słońca odbijające się od wielkich kamiennych twarzy i ze 4 turystów. Mieliśmy więc czas i przestrzeń do tego, żeby odwiedzić każdy zakątek i podziwiać każdy kamień. Bayonne to świątynia, która zrobiła na nas największe wrażenie. Może dlatego że była pierwsza, a może dlatego że po prostu jest piękna.

angkor1.jpg

Z Bayonne wyruszyliśmy dalej, zatrzymując się przy praktycznie każdej napotkanej świątyni. Wciąż byliśmy o krok przed poranną hordą turystów, choć w ciągu dnia tłum się rozpierzchł w miarę regularnie.

Angkoru nie da się opisać. Trzeba go przeżyć. Ponad tysiąc lat historii i splendoru zawładnięte przez dżunglę zrobiło na nas powalające wrażenie. Najbardziej zaskoczyły nas dwie rzeczy. Po pierwsze dokładność i kunszt w detalach i zdobieniach. Wszystko z uporem maniaka zostało wyrzeźbione w kamieniu. Na każdej ścianie znajduje się jakaś dekoracja, jakiś motyw. Nawet nie chcę myśleć ile czasu i ludzkich żyć to zabrało.

detail2.jpg

Po drugie, to w jaki sposób opustoszałe miasto zostało zawładnięte przez naturę. Konary drzew łagodnie wijące się wokół murów, okien i wieżyczek nie kojarzą się ze zniszczeniem. Tymczasem tuż obok leży sterta kamieni po odseparowanej przez tenże konar konstrukcji.

ruin3.jpg

ruin4.jpg

Na deser zostawiliśmy sobie tę perełkę, Angkor Wat, które o 13.00 już zdążyło opustoszeć. Jednak po 9 godzinach na nogach chyba już nie byliśmy w stanie docenić piękna i kunsztu zdobień. Przyjemnie jednak się spacerowało w cieniu komnat i korytarzy, nie musząc przeciskać się przez tłumy, ani stać w kolejce do atrakcji. Palące, południowe słońce zachęcało raczej do kąpieli w basenie, także konsekwentnie chodziliśmy wzdłuż murów, licząc choćby na skrawek cienia. Słynne oczka wodne przed świątynią, na koniec pory suchej, nie porażały urodą. Ulżyło mi zatem, że nie pchałam się tu z rana.


angkor8.JPG

Wróciliśmy zatem do hostelu, wstępując po drodze na obiad, i poszliśmy się zdrzemnąć…


Comments

  • No comments available

Add a comment